czwartek, 8 października 2015

#04 Kłamstwo

No więc, od czego by tu zacząć...
Nie pisałam przez miesiąc *Dla ciekawskich: [Klik]*
Ogólnie polecam wejść każdemu, bo wymyśliłam coś takiego jak "rozpiski", żebyście wiedzieli, kiedy się spodziewać rozdziałów.
Dzisiaj króciutko, ale trzeba z czymś ruszyć po przerwie :P
No więc, już nic więcej nie mówię, zapraszam do czytania!♥


Cisza. Wszyscy siedzieli i byli przy tym całkowicie pogrążeni we własnych myślach. Cała sytuacja zaczęła przerażać przyjaciół. Wiele osób od poprzedniej nocy nie pojawiło się w gildii z powodu strachu. Jak się okazało, najgorsza nie była myśl, że wśród nich jest morderca, tylko fakt, że ich rodzina zaczyna się rozpadać. W jedną sekundę wszystkie przygody i wspomnienia zostały zdeptane przez rzeczywistość w którą wielu do tej pory nie potrafiło uwierzyć. To wszystko działo się zbyt szybko, nikt tak naprawdę nie był przygotowany na śmierć swoja czy bliskich. Nikt nie chciał czuć tego bólu, tej dziury w sercu i psychicznego rozdarcia.
Niestety. Coś chciało inaczej.
Dźwięk zbitego talerza zmusił Natsu do zerwania się na równe nogi. Z szeroko otwartymi oczami spojrzał na stojącą przy barze Mirę w której nie było już ani kawałka prawdziwej Strauss. Jej pusty wzrok i brak codziennego uśmiechu pozbawiał gildię nawet skrawka radości. Zdawała się być dziwnie rozkojarzona i nieobecna, prawdopodobnie jej wrażliwa strona mocno przeżyła śmierć przyjaciół, a tym bardziej morderstwo Lucy. Przed feralnym dniem spędały w gildii dużo czasu na rozmowach i śmiechach, nawet sam Natsu czasem nie rozumiał dlaczego tak dobrze się bawią, jednak wtedy jeszcze było inaczej. Na chwilę obecną oddałby wszystko za jakikolwiek cień uśmiechu na twarzach przyjaciół.
- Pomogę ci – rzuciła szybko Lissana, która momentalnie pojawiła się obok siostry. Bez zbędnych słów kucnęła obok rozbitego talerza i zaczęła zbierać odłamki. Mira dziwnie odwróciła głowę, jakby nie chciała patrzeć na siostrę.
Natsu z powrotem usiadł ma miejsce. Spojrzał na przejętą twarz Erzy, która od początku nie potrafiła przyjąć do głowy wiadomości o kolejnej śmierci. Co chwila dało się słyszeć urwany szloch Wendy, mocno ściskała ona swoją Exceedkę i Happy’ego, a jednocześnie wtulała się w obejmująca ją Juvię. Lockser po ujrzeniu rozczłonkowanej Ever również się zmieniła, wzięła całą sytuacje na poważnie i zamiast ciągle biegać za Grayem starała się odciągnąć uwagę młodszej przyjaciółki od myślenia nad tym wszystkim. Sam Fullbuster natomiast również przemyślał całą sprawę, i chociaż to kłóciło się z jego przekonaniami, przeprosił Natsu. Dragneel nie był zbyt optymistycznie nastawiony do nagłego pojednania. Oczywiście, przebaczył mu, bo wiedział, że powinni się teraz trzymać razem, jednak wciąż pamiętał, że Gray był jednym z pierwszych, którzy go zdradzili.
- To nie ma sensu – stwierdził po chwili Fullbuster. – Czy Rada naprawdę ma to głęboko w dupie, że wszyscy powoli umieramy? I czemu do cholery tylko Fairy Tail? Czemu nie Sabertooth, którzy jakby nie patrzeć zrobili więcej złego niż my!
- Radzie to na rękę – syknął znany im głos. Z cienia wyszedł Gajeel, jak zwykle tajemniczy i zakryty, aż po brodę czarnym płaszczem. – Większość tych dziadów nienawidzi Fairy Tail, ale bez wszystkich głosów nie są w stanie rozwiązać gildii. Wybijająca nas bestia pewnie jest dla nich bardzo świetnym rozwiązaniem.
Natsu zerwał się z miejsca, uderzając zapaloną pięścią w stół.
- Przecież nie ma gwarancji, że ta bestia nie przerzuci się na ludzi nienależących do Fairy Tail!
Gajeel wzruszył ramionami.
- Wytłumacz to tym starym pierdom – warknął zaciskając dłonie w pięści. Redfox może i nie przyjaźnił się tak mocno z zamordowanymi osobami, ale on również odczuł ich stratę.
- Idę porozmawiać z Mistrzem – zdecydowała Erza wstając. Zatrzymał ją Gajeel, łapiąc ją za ramię.
- I co zrobisz? Makarov sam dobrze nie wie co się dzieje. Skoro twoja rozmowa z nim nic nie wniesie, to lepiej daj mu chwilę spokoju.
Scalet przyjrzała się uważnie jego dłoni, a następnie wbiła wzrok w czerwone tęczówki, ani trochę nie wyglądała przyjaźnie.
- Co masz na myśli przez „nic nie wniesie”? – szarpnęła ramieniem.
- Zgaduje, że chcesz przekonać Dziadka do tego, żeby mimo wszystko nie rozwiązywał Fairy Tail. Dobrze wiesz, że twoje zdanie nie ma tu niż do rzeczy.
Erza jednak nic już nie odpowiedziała, po prostu odwróciła głowę i ruszyła przed siebie, do biura Mistrza. Przyjaciele odprowadzili ją wzrokiem, a gdy tylko zniknęła za rogiem, znów nastała ta przeklęta cisza, przerywana od czasu do czasu szlochem małej dziewczynki.
Natsu westchnął spostrzegając, że Redfox znowu gdzieś zniknął. Cóż, miał nadzieje, że zostanie z nimi na dłużej, ale Gajeel to był w końcu Gajeel, on zawsze chodził własnymi ścieżkami. Dragneel nie mógł już wytrzymać suchości w gardle, dlatego wstał i ruszył w kierunku baru, dodając przy tym jakiś dźwięków w gildii, przez skrzypiące deski.
Podchodząc do baru minął białowłosą Lisanne, która speszona odwróciła wzrok i uciekła w swoją stronę. Od ostatniej nocy całkowicie się ignorowali i odwracali wzrok przy każdym kontakcie. Natsu właściwie nie robiło to żadnej różnicy, traktował to jako chwilową słabość. Tak po prostu wyszło i nic więcej sobie z tego nie robił. Gorzej, że po tym wszystkim miał straszne wyrzuty sumienia, a wszyscy uważali go za jakiegoś niepoważnego. Nie próbował się tłumaczyć, może i mieli racje. Bez względu na okoliczności czuł się jednak tak, jakby oszukiwał Lucy. Prawdopodobnie dlatego, że wciąż nie mógł pogodzić się z jej śmiercią. Wciąż czuł jej obecność, jej zapach, wszystko. Pragnął tak wiele, a najbardziej znów zobaczyć jej uśmiech.
Natsu schylił się do szafki i zdziwił się widząc, że nie ma kompletnie nic do złagodzenia jego pragnienia. Wyprostował się i odwrócił głowę w stronę zaplecza. Mira naprawdę musiała cierpieć skoro zapominała o własnych obowiązkach. Wydawało się, że praca barmanki naprawdę ją cieszy, dlatego ciężko było oglądać przyjaciółkę w takim stanie.
Chłopak nie miał zamiaru się upominać o brak wody, chociaż prawdopodobnie nie tak dawno spierałby się o brak dodatkowej porcji kurczaka w kurczaku. Sam ruszył w stronę magazynu, popychając lekko wahadłowe drzwi. W środku panowały egipskie ciemności, ale zmieniło się to po zapaleniu pieści. Natsu zamachnął się pięścią parę razy, ale w końcu stwierdził, że takim sposobem nie znajdzie tej wody nawet za rok. To miejsce było tak napchane rzeczami, że chyba tylko spędzająca tu całe dnie Mira wiedziała co gdzie leży. Dragneel odnalazł na jednej ze ścian włącznik światła, a magiczne kryształy rozświetliły całe pomieszczenie.
- Natsu? – usłyszał niski głosik jakiejś dziewczyny. Chłopak uniósł brwi, już tak dawno nie słyszał głosu Miry, że prawie go nie rozpoznał. W sumie nie tylko to go zaskoczyło. Wszystko wskazywało na to, że Strauss przewróciła się, a jej jedynym oparciem stały się drewniane skrzynie z jedzeniem. Blada twarz przyjaciółki wyglądała okropnie, zupełnie jakby powoli traciła siły. Niby jej spojrzenie lekko ożyło, ale brązowe tęczówki wciąż wydawały się puste.
Dragneel podszedł do niej dwoma krokami i kucnął, ale zanim zdążył o cokolwiek zapytać, ta już otworzyła usta:
- To jest już bez sensu… ja… przepraszam, nie dam już więcej rady – wychlipała. Dragneel był zupełnie zdezorientowany. O czym ona mówiła? I czemu teraz? Miał tak wiele pytań, ale nie był nawet w stanie dość do głosu, bo białowłosa kontynuowała swój płacz: - To wszystko prze ze mnie! Nie mogę sobie wybaczyć!
Natsu drgnął. W tym momencie tylko jedno przyszło mu na myśl. Czy to możliwe, że to przez moc Miry stało się to wszystko? Co jeśli straciła kontrole nad duszą demona? Czy to możliwe, że to przez nią ciągle widział przed oczami zakrwawione ciało Lucy? Dragneel zacisnął dłonie w pięści, samemu już dopowiadając resztę historii. Gwałtownie dźwignął się na nogi, aby odsunąć się od zapłakanej białowłosej, która jeszcze bardziej zalała się łzami.
- Więc to ty? Jak mogłaś! – warknął na całe gardło, nie obchodziło go w tym momencie, że mógł go ktoś usłyszeć. Może podświadomie chciał, aby wszyscy poznali prawdę. – Wiesz jak mi było z tym ciężko?!
- Ja… przepraszam! – wyrzuciła z siebie niewyraźnie, dusząc się od własnego płaczu. Łzy spływały żwawo po jej twarzy formując na policzkach rzeki słonej wody, które kapały na jej pognieciona i podrapaną od upadku sukienkę. – Ja po prostu… nie mogłam… to moja wina!
Natsu zamknął oczy z nerwów. W ciemności własnego umysłu zobaczył zakrwawioną blondynkę, biednego Reedusa i rozczłonkowaną Eve. Wszyscy oni zostali zabici przez przypadek? Przez zwykłą, niekontrolowana moc? Trwanie jego rodziny i jego gildii stało pod znakiem zapytania z powodu osoby, po której kompletnie się nie spodziewał czegoś takiego. Było mu cholernie ciężko patrzeć w oczy ludzi, kiedy wytykali go palcami i bali się podejść, bo był jedynym oskarżonym. Prawie wszyscy przyjaciele odwrócili się od niego.
Nawet nie wiedział kiedy, ale jego pięść pokryła się żywym ogniem. Wycelował ją w białowłosa, która otworzyła szeroko oczy.
- Na…Natsu.. Nie rób tego! Proszę! Wybacz mi! – wrzeszczała, starając się wstać i zacząć uciekać. Niestety, prawdopodobnie kiedy się przewróciła, jakiś przedmiot przypominający worek z czymś ciężkim spadł jej na nogę. Z przerażeniem wpatrywała się we wściekłość w oczach chłopaka.
- Mam ci wybaczyć? Przez twoja głupotę… - nie dokończył. Syknął, zaciskając oczy, ponieważ znów poczuł mocny ból w sercu, dziura która stawała się coraz większa męczyła go w kółko i w kółko.
- Natsu zrozum! Naprawdę nie chciałam aby tak wyszło! – wyjąkała znów zalewając się łzami i zakrywając usta dłonią, aby nie krzyczeć tak głośno. Niestety zaczęła się przez to dusić i kaszleć.
- Co tu się dzieje? – zapytał Gray, którzy przyszedł do magazynu po usłyszeniu krzyków. Spodziewał się wszystkiego, ale nie zapłakanej Miry i wściekle spoglądającego na nią Natsu.
- Gray! To wszystko jej wina! – warknął. Fullbuster starał się nie popełnić drugi raz tego samego błędu i bezpiecznie zapytał:
- O czym ty mówisz? – zmarszczył brwi.
- O tym, że to przez jej moc wszyscy nie żyją!
- W-wszyscy? – wydukała. – Nie, Natsu… ty nie rozumiesz…
Chłopak wycelował w nią pięść pokrytą ogniem. Gray nie wiedział co robić. Nie znał sytuacji, ale wewnętrznie aż krzyczał, ze powinien zatrzymać Dragneela. Wewnętrznie zdążył w tak krótkim odstępie czasu przeprowadzić ze sobą kilkanaście kłótni, aż w końcu zadecydował. Zacisnął zęby i złożył dłonie w charakterystyczny sposób.
- Lodowe Tworzenie: Więzienie! – Natsu nawet nie zdążył zareagować, kiedy został zamknięty w lodowej klatce, której nie dało się nawet stopić. – Ochłoń.
Gray ściągnął z nogi dziewczyny worek i pomógł jej wstać. Wciąż nieufny zostawił ja, by stanęła sama, opierając się o skrzynie, a następnie chłopak robił krok w tył. Białowłosa zaczęła dyszeć, i przetarła drżącą ręka twarz. Wyglądała na naprawdę przerażoną i załamaną.
- Ja naprawdę już nie dam rady tego utrzymać. To jest za trudne- wydusiła z siebie, zaciskając jedno oko z bólu.
- O czym ty mówisz? – zapytał ponownie Gray.
- Od razu mówię, jak rzuci się na ciebie, ja ci nie pomagam – syknął Natsu, który całe ciało pokrył ogniem mając nadzieje, że uda mu się roztopić lód towarzysza.
Gray nie przejął się słowami Dragneela i wciąż obserwował Mirajane.
- Ja… okłamałam was… Tego dnia… to nie Lucy zginęła.
Natsu drgnął i otworzył szerzej oczy, kiedy zauważył przebijające się pasemka na białych włosach przyjaciółki. Serce zabiło mu szybciej, a rozum już całkowicie eksplodował. Gray również nie mógł uwierzyć w to co widzi. Lucy wcale nie zginęła, ponieważ stała teraz przed nimi, cała i zdrowa.
- O kurwa… - podsumowali jednocześnie, kiedy Heartfilia zemdlała.


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

#03 Dowód niewinności

- Noc z paniczem Grayem! – zaszczebiotała Juvia, mocniej wtulając się w ramię ignorującego ją chłopaka. Atmosfera wydawała się napięta, ale nie przeszkadzała ona w rozrywce, jaką znalazły dziewczyny.
Powstało kilka grup, a każda z nich miała inne zajęcie. Gray z Caną, Kinaną i Mickey Chickentiger grali w karty, a Locksar obserwowała to, wciąż dopingując Fullbustera. Chłopak nagle uśmiechnął się, rzucając jedną ze swoich kart, a wszystkie grające dziewczyny westchnęły. Gray wyciągnął dłoń i z wielką radością przyjął trzy tysiące klejnotów.
- Cana! Co z tobą? Myślałem, że karty to twoja specjalność – zachichotał wkładając wygraną do tylnej kieszeni spodni. Dziewczyna pokiwała głową  na boki, dając mu znać, że nie chce o tym gadać.
Inna grupa składała się z Evergreen, Laki oraz Levy. Tak jak te dwie dyskutowały głośno i radośnie o najlepszych metodach tortur, tak Levy wydawała się siedzieć tam tylko dla tła. McGarden od dłuższego czasu czytała swoje książki, które zdążyła przynieść z pokoju.
Ostatnia grupa składała się z dwóch Exceedów, Erzy, Wendy, Lisanny, cichej jak nigdy Mirajane i Natsu. Na początku, kiedy składy zaczęły się tworzyć, Gray wyglądał, jakby bardzo chciał skomentować ich przyjęcie do siebie Dragneela, ale powstrzymał się ze względu na starszą Strauss. Mira siedziała najciszej już od początku, a jej wzrok wydawał się strasznie zgaszony. Gdyby jej nie zmusili do wyjścia z pokoju, pewnie siedziałby tam dalej, co właściwie nie robiłoby żaden różnicy, bo zachowywała się, jakby jej nie było.
Właściwie to niczym się nie zajmowali. Nie mieli kart, książek, ani gier planszowych. Po prostu siedzieli pod kocami i rozmawiali, starając się za wszelką cenę nie poruszać sprawy morderstw. Może i było to nieodpowiedzialne i ignoranckie z ich strony, ale naprawdę nie mieli chęci poruszać tego tematu. Woleli przesiedzieć noc udając, że wszystko jest w porządku, by następnego dnia wrócić do koszmaru.
Po za tym mieli na uwadze też dobro Wendy, która była najmłodsza i woleli, aby nie zawracała sobie głowy takimi problemami. Wciąż starali się trzymać zasady Makarova. Wszyscy byli rodziną i powinni o siebie wzajemnie dbać. Dlatego własnie traktowali Wendy jak młodszą siostrę, którą starali się zająć jakąś wesołą rozmową, a nie ich przypuszczeniami o mordercy.
Około godziny dwudziestej trzeciej Lisanna zaczęła się dziwnie zachowywać. Drżała i bujała się co chwile na boki z miną, jakby właśnie zjadła całą cytrynę. Nikt przez dłuższy czas jej nie pytał o co chodzi, bo skoro nic na ten temat nie mówiła, to stwierdzili, że nie ma po co.
- Lisanna, musisz do łazienki? – zapytał w końcu Happy, podnosząc wzrok na siedzącą obok białowłosą. Twarz młodszej Strauss przybrała buraczany odcień, następnie z zawstydzeniem odwróciła wzrok.
- No to przecież możesz iść, jest tam, co nie? – Natsu wskazał na białe drzwi obok wejściowych, a dziewczyny pokiwały głowami na boki.
- Tam są tylko prysznice Natsu. Większa łazienka z toaletą jest wyżej – wytłumaczyła mu spokojnie Erza, a Lisanna znów zaczęła się wiercić. Chłopak spojrzał na nią badawczym wzrokiem.
- No, i w czym problem?
- Czy ty nie rozumiesz, że ten budynek jest trochę duży? Co jeśli jej się coś stanie? Będziesz biegł, a i tak nie zdążysz – warknęła Carla krzyżując łapki na wysokości piersi. Wszyscy na chwile zamilkli.
- Spokojnie! – uśmiechnęła się niemrawo Lisanna. – Wytrzymam… - skrzywiła się – chyba.
- Wątpię – oznajmił chłopak zdejmując z siebie koc i wstał, podając jej przy tym pomocną dłoń. Strauss czerwona na twarzy przyjęła ją i ruszyli w ciemność, odprowadzeni wzrokiem przez większość dziewczyn i Graya, który zagapił się na tyle, że Mickey zdążyła podejrzeć jego karty. Juvia ją jednak szybko wydała.
Natsu z drżącą Lisanną u boku wchodzili właśnie po szerokich schodach. Dragneel widząc, że wszystkie światła zostały pogaszone zapalił swoją pięść i pozwolił Strauss, aby prowadziła. Dopiero teraz Natsu był w stanie zobaczyć wygląd akademika. Na podłodze rozciągał się długi, czerwony dywan ze złotym obszyciem. Ściany pokryte były żółtą farbą, a przy samym suficie dało się dostrzec białe, ozdobne listwy. Wszystko tworzyło jakiś tam porządek wraz z białymi drzwiami, które niekoniecznie były identyczne. Wiele dziewczyn stwierdziło, że własny wystrój pokoju to za mało i postanowiły wyróżnić swoje lokum nawet od zewnątrz. Dla przykładu, Natsu od razu rozpoznał pokój Evergreen po kamiennych drzwiach, albo Erzy po zawieszonych na białym drewnie mieczach.
Szli bardzo powoli, ponieważ Lisanna nie była w stanie normalnie chodzić, wciąż krzywiła się i dygotała, za każdym razem była coraz bardziej czerwona, aż w końcu nawet i jej uszy przybrały kolor pomidora.
- H-Hej Natsu… nie wygląda ci to trochę jak wielka histeria? Nawet do toalety nie można iść, bo każdy się podejrzewa o te morderstwa – mruknęła cicho. Tym razem to Natsu się skrzywił.
- Jakoś nie mam ochoty o tym gadać… Wiesz, większość osób wciąż myśli, że to ja – westchnął.
- Ja tak nie myślę – pocieszyła go dziewczyna.
- Tak, wiem. Ty i Erza, w waszej dwójce moja jedyna nadzieja – rozłożył ręce i ruszyli dalej w ciszy. W końcu dotarli do białych drzwi, takich samych jak na parterze. Białowłosa otworzyła je i zniknęła, nawet się nie zamykając.
Natsu westchnął i oparł się o żółtą ścianę. Z braku rozrywki spoglądał na zapaloną pięść, która wydawała mu się w tym momencie bardzo intrygująca. Dla pewności wyjrzał także przez okno na końcu korytarza, aby się upewnić, że nikt podejrzany nie kręci się wokół akademika. Przeszedł go dreszcz widząc jak pobliskie krzaki ruszają się i głośno szeleszczą. Serce stanęło mu w gardle i otworzył blokadę na oknie, aby w razie potrzeby wyskoczyć przez nie i zaatakować przeciwnika.
Ulga jaką poczuł była naprawdę wspaniała, kiedy z krzaków zamiast podejrzanego typa, wyskoczył zwykły kot. Westchnął, mając nadzieje, że to już koniec atrakcji na dzisiaj, kiedy usłyszał pisk wewnątrz toalety.
Nie myśląc o niczym, chłopak drgnął i z niesamowitą szybkością wkroczył do naprawdę wielkiej łazienki. Na samym jej środku, w wielkiej plamie wody lejącej się z kranu, leżała mokra i obolała Strauss.
- Lisanna! Co się stało?! – niemal krzyknął podbiegając do dziewczyny, która usiadła i zaczęła rozmasowywać tył głowy. Wskazała na lejącą się wodę z kranu. Dragneel podniósł się i podszedł do niego, aby zwinnym ruchem dłoni go zakręcić.
- Chciałam umyć ręce, ale zamyśliłam się i woda zaczęła się rozlewać. Spanikowałam i poślizgnęłam się, gdy chciałam pobiec po ręcznik– zachichotała, jakby właśnie powiedziała coś śmiesznego. Natsu jednak wcale nie podzielał jej wesołego humoru. Dziewczyna dostrzegła to w jego poważnym wzroku i momentalnie ścisnęła usta w cienką linię.
- Myślałem, że coś cię zaatakowało – oznajmił siląc się na beznamiętny ton, choć w środku wciąż czuł wielkie przerażenie. Był zły na siebie, bo powoli zmieniał się w histeryka, który cichy pisk od razu kojarzył się z kolejną napaścią. Ale właściwie, kto by się nie zmartwił w takiej sytuacji?
- …przecież nie zrobiłam tego specjalnie – mruknęła pod nosem Lisanna, kiedy chłopak odszedł od kranu w poszukiwaniu ręcznika. Mimo wszystko, nie mogli zostawić tego pomieszczenia w takim stanie.
- Wiem, wiem – westchnął Natsu i rzucił w kierunku Strauss biały ręcznik z niebieskimi wzrokami. – Ale posprzątać trzeba.
Pierwszy raz od długiego czasu na jego twarzy pojawiło się coś, co można było nazwać uśmiechem. Wygięcie było delikatne i trochę niepewne, ale wciąż zaliczało się do uśmiechu.
Powoli zaczęli wycierać mokrą podłogę, na której zebrała się naprawdę duża ilość wody, przez co dwa ręczniki często trzeba było wyciskać pod prysznicami.
Po dłuższej ciszy Lisanna otworzyła usta i powiedziała:
- Mam wrażenie, albo jesteś jakiś spięty.
- Mam złe wspomnienia z łazienką – oznajmił chłodno i po raz kolejny, sporym machnięciem zebrał dużą ilość wody, którą mokry ręcznik ledwo wchłonął.
- Dalej myślisz o Lucy? – zapytała zmartwionym głosem i usiadła. Na chwile przerwała sprzątanie i spojrzała na Dragneela przenikliwym wzrokiem. – Natsu… ja wiem, że to trudne, ale… ona nie żyje. I to nie twoja wina, więc nie powinieneś się tym zadręczać.
Natsu wrzucił mokry ręcznik do zlewu i oparł się dłońmi o umywalkę. Wypuścił głośno powietrze z ust.
- Tu nie chodzi o to, czy ja to zrobiłem, czy nie. Po prostu… - zacisnął zęby i odwrócił głowę w jej stronę - … Wiesz jakie to uczucie, zobaczyć coś takiego? Drżeć ze strachu i widzieć martwą twarz przyjaciółki, parę kroków od ciebie. Spoglądać w jej szkliste oczy i wiedzieć, że zanim umarła przelała wiele łez. Ona na pewno czekała! Chciała, żebym ją uratował… - zawahał się i spojrzał na własne odbicie w lustrze, wiszącym tuż nad umywalką. – Ale ja ją zawiodłem.
Nagle poczuł czyjąś ciepłą dłoń na swojej. W lustrze pojawiła się postać, z troską wypisaną na twarzy.
- Powinieneś zapomnieć. Przykro mi to mówić, ale Natsu… to wspomnienie cię niszczy.
- Myślisz, że tak łatwo zapomnieć? – warknął i spojrzał na nią zwężonym wzrokiem.
- Tak. A ja ci mogę w tym pomóc – powiedziała spokojnie, ignorując jego wściekle wyglądające, pionowe źrenice. Udało jej się spleść swoje palce z jego i przez krótki moment stali w absolutnej ciszy, trzymając się za ręce. – Wystarczy, że zamkniesz oczy.
Natsu stał, wciąż nie wiedząc jak odebrać słowa poważnie wyglądającej dziewczyny. Były tylko dwa wyjścia z tej sytuacji i jedno z nich zakładało cichy powrót do nudnego czyszczenia podłóg. Wybrał drugie, powoli zamknął oczy.
Nie był wcale zdziwiony czując delikatne muśnięcie warg na swoich ustach. Bardziej zaskoczyło go, kiedy dziewczyna nic więcej nie zrobiła. Lekko rozchylił powieki, aby sprawdzić o co chodzi. Lisanna jednak stała przed nim, bardzo zawstydzona, bo chyba sama nie wierzyła w to, co się dzieje.
Natsu westchnął, przyciągając ją gwałtownie, aż jej usta znalazły się kilka centymetrów od jego. Ciepły oddech Dragneela omiótł jej zarumienioną do czerwoności twarz. Natsu wiedział, że jeśli to tak dalej pójdzie, to zostaną w tej łazience na trochę dłużej, niż zwykłe wyjście za potrzebą i w końcu zaczną ich szukać. Lisanna również to wiedziała, zobaczył to w jej oczach. Ale ani jego, ani ją, to nie zraziło.
Pocałował ją.
Westchnęła, a następnie wsunął język w jej słodkie usta. Najpierw była trochę nieśmiała i wciąż drżała pod wpływem jego dotyku, ale już po chwil jej ręka musnęła lekko jego biodro. Usłyszał jej perlisty chichot, a atmosfera natychmiast się rozluźniła.
Wplótł dłoń w jej włosy, a drugą objął ją w talii. Zmusił dziewczynę, by zrobiła kilka kroków i unieruchomił ją pod ścianą. Poczuł jej paznokcie, które przyjemnie drapały go w plecy, przypominając przy tym ostrzenie pazurów u kota. Nie było w tym nic dziwnego, bo na jej głowie pojawiły się uszy, a ogon spokojnie wił się w powietrzu jak wąż.
Poczuł, palący dotyk jej języka wślizgującego się w jego usta i krew zagotowała mu się w żyłach. Choć ręką opierał się o ścianę za jej głową, trudno było mu zachować równowagę. Z każdą kolejną sekundą byli coraz bliżej siebie, tak blisko, że pomiędzy ich ściśnięte ciała nie dałoby się wepchnąć nawet szpilki. Zacisnął palce na jej włosach i odchylił jej głowę do tyłu tak, żebym mógł bez przeszkód całować jedwabistą skórę szyi.
- Okej – mruknęła nagle chrapliwym, zdyszanym głosem, który tylko jeszcze bardziej go nakręcił. – Czy to nie ja przypadkiem miałam ci pomóc?
- Role się odwróciły – roześmiał się prosto w jej zagłębienie między szyją a ramieniem i skubnął zębami delikatną skórę. Jej plecy wygięły się w łuk, a piersi przesunęły się lekko po jego rozgrzanym torsie. Była jak prawdziwy kot. Za każdym razem, gdy robił coś, co się jej podobało, po prostu reagowała cichym pomrukiem. To było upajające, chciał usłyszeć to jeszcze wiele razy.
Wzdrygnęła się, czując jego dłoń przesuwającą się delikatnie wzdłuż jej brzucha. Oddech dziewczyny niemiłosiernie przyśpieszył zamieniając się w niespokojny bezdech. Wplotła palce w jego włosy, przyciągając bliżej siebie, a jej ogon zaczął machać sztywno we wszystkie strony. Przymykając oczy, które zasłoniła teraz mgiełka podniecenia, nie zorientowała się nawet, kiedy Natsu szybkim ruchem dłoni dosłownie zerwał z niej bluzkę. Wydała z siebie kolejny pomruk, tym razem jednak pełen niezadowolenia, ale zanim zdążyła coś powiedzieć na ten temat, chłopak zamknął jej usta głębokim pocałunkiem. Czuła jak jej wargi zaczynają boleć od mocnych i pożądliwych pieszczot. Z minuty na minute dziewczyna coraz bardziej zatracała się w namiętności, aż w końcu zapomniała nawet o co była wściekła.
Przypomniało jej się, kiedy jej stanik zsunął się z jej ciała przez dokładnie taki sam sposób jak poprzednio.
- Natsu! – jęknęła spoglądając na swoje rozszarpane ubranie, leżące teraz kilka kroków od nich. Dragneel uśmiechnął się cwaniacko, jakby nie widząc, o co dziewczynie chodzi.
Lisanna ściągnęła wściekle brwi, ale po chwili cała złość ponownie minęła, jak za pomocą zaklęcia. Poczuła jak dłonie chłopaka dobrały się do jej jędrnych piersi, które były teraz przez niego masowane i pieszczone. Mruknęła z aprobatą, a jej prawa dłoń parę sekund później znalazła się pod jego spodniami i mocno napierała na jego krocze.
- To się źle skończy – oznajmiła szepcząc mu prosto do ucha i spokojnie zaczęła poruszać ręką, zjeżdżając ustami od jego policzka, aż do szyi, którą to całowała, podgryzała i ssała.
Natsu zamruczał pod nosem z zadowolenia, zsuwając z dziewczyny spodenki, a dłoń wsadzając w jej majtki, intensywnie zaczął ją masować w środku. Spojrzał raz jeszcze na nią, czując jak ta dotyka cały czas jego członka, po chwili, gdy poczuł jak go masuje, cicho sapnął i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Białowłosa zaprzestała wszelkich ruchów dłonią po czym rozpięła jego spodnie i zsunęła je razem z bokserkami.
Z ust dziewczyny wyrwał się jęk, gdy poczuła w sobie dwa palce. Wygięła się w łuk i z otwartą buzią starała się nabrać powietrza.
Dragneel po chwili przestał, z wielkim uśmiechem oblizując dwa palce. Dziewczyna dysząc z podniecenia nie potrafiła ustać na własnych nogach i zjechała po ścianie w dół. Natsu, jakby tylko na to czekając, uklęknął przed nią i rozłożył jej smukłe nogi, aby mieć lepszy dostęp do dziurki dziewczyny.
Zadrżała. Włosy dotknęły jej ramion i twarzy będąc w nieładzie i sprawiając, że wyglądała dziko. Zimno ściany owiewało jej plecy, przyprawiając o jeszcze potężniejszą falę dreszczy. Dragneel uniósł ją swym szaleńczym rytmem, pokazując kompletnie nieznane jej do tej pory zakamarki namiętności. Rozchyliła uda dając chłopakowi większy dostęp do siebie. Wplotła dłonie w jego włosy tym samym przyciągając go do bliżej.
Natsu wsunął język głębiej i zaczął nim krążyć w jej środku, wprawiając jej ciało w delikatne podrygi.
Jej twarz płonęła od rumieńców.
- N-natsu…- jęknęła głosem pełnym podniecenia na skutek jego czynności. Próbowała zatuszować wszelkie sapnięcia czy też jęki, które jak dla niej były żenujące. Po chwili uniosła głowę, zamglonym wzrokiem wpatrując się w biały sufit. Jej oddech, jak i bicie serca były znacznie przyśpieszone. Już więcej nie wytrzymała i zaczęła szczytować. Temu wszystkiemu towarzyszył głośny jęk.
Dragneel odsunął głowę, aby po chwili gwałtownie w nią wejść. Ciało Lisanny wygięło się, jęcząc jego imię. Na jej twarzy malowało się podniecenie i radość. Rumieńce rozpaliły policzki po czoło. Nagle serce zaczęło jej bardzo silnie bić, zrobiło jej się gorąco i zaczęła cała się trząść z podniecenia. Co jakiś czas brakowało jej tchu, a na czole lśniły kropelki potu. Spojrzała na niego z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Prężyła się i przeciągała pod jego ciałem, subtelnie i niezwykle podniecająco oblizując usta. Jęczała coraz głośniej, a owe jęki wibrowały mu w uszach, niczym najpiękniejsza melodia. Pocałunkiem zamknęła usta, uchylone do krzyku i oplotła go nogami oraz ogonem w pasie.
Choć ręka Lisanny plątała się w jego włosach to była bardzo delikatna. Doskonale czuła jego dotyk. Czuła jak chłopak zjeżdża dłońmi z policzka przez klatkę piersiową, aż po biodra. Białowłosa odnalazła jego nadgarstki i położyła jego dłonie na swoich piersiach, po czym z jej ust wyrwał się jęk.
Poruszała delikatnie biodrami... pojękiwała cicho...
Mruczała przy tym z zadowolenia.
Zagryzła wargę do krwi kiedy ten w niej doszedł. Było to bardzo dziwne uczucie, mając w sobie lepką substancję.
-Oberwie ci się - ostrzegła go i doszła krótko po nim. Zastygła przez chwilę w miejscu chcąc złapać oddech. Podniosła głowę, po czym oblizała usta. Dopiero teraz odgarnęła białe włosy z zaczerwienionej twarzy, nie wiadomo czy owe rumieńce wynikały z podniecenia, czy zmęczenia. Przez twarz dziewczyny przemknął nikły uśmiech, po czym odetchnęła głośno.
Dyszeli cicho, dosłownie wyczerpani. Oboje podnieśli głowy i widząc swoje zaczerwienione twarze, starali się nie wybuchnąć śmiechem.
- Hej Natsu… - zaczęła nieśmiało, kiedy ten z niej wyszedł i zaczął się rozglądać za swoimi bokserkami. – Muszę ci coś powiedzieć…
Przerwało jej jednak nagłe zgaśnięcie świateł. To wyglądało tak, jakby nagle w całym akademiku zabrakło prądu. I trwało to dosłownie kilka sekund.
Oboje wstrzymali oddech, kiedy wszystko wróciło do normalności, a z dołu usłyszeli donośny krzyk. Natsu momentalnie odnalazł swoje ubranie, a Lisanna zawinęła się ręcznikiem. Wybiegli z łazienki, by szybko sprawdzić co się stało.
Z szybko uderzającymi o żebra sercami zatrzymali się na górze schodów. Ich źrenice rozszerzyły się, a młodsza Strauss upadła na kolana, nie będąc w stanie ustać o własnych siłach. Momentalnie opuściła ją cała radość, przez którą chwile temu śmiała się i cieszyła.
Po schodach spływały rzeki ciepłej krwi, która wydobywała się z pod ciała brązowowłosej kobiety. Natsu trząsł się widząc kolejne rozczłonkowane ciało. Znowu nogi, ręce, a nawet i głowa zostały rozdzielone i leżały na poszczególnych schodkach, w kałużach szkarłatnej posoki. Serce, wątroba, jelita i ochłapy skóry leżały porozrzucane na schodach.
Głowa, która stała na najwyższym stopniu jak trofeum, była odwrócona do stojących na dole członków gildii, jednak to nie przeszkodziło Lisannie w rozpoznaniu ofiary:
- Evergreen – wybełkotała z pustym wzrokiem i po chwili złapała się za krótkie, białe włosy. Starała się stłumić w sobie cichy szloch, ale łzy i tak popłynęły po jej zaróżowionych jeszcze policzkach.
- Mówiłem ci, że tak to się skończy! – warknął Gray, zakrywając oczy drżącej ze strachu Wendy. Erza zacisnęła zęby i odwróciła wzrok.  – Nie zaprzeczaj teraz! Natsu jako jedyny był sam!
- N-nie był! – wychrypiała nagle Lisanna, zaciskając dłonie na białym ręczniku.
- M-myślisz, że czekał grzecznie przed drzwiami przez ten cały czas? – wydusiła z siebie równie przerażona co reszta Laki. – Jesteś naiwna.
  Białowłosa zacisnęła mocno powieki i oblała się rumieńcem. Natsu zacisnął zęby widząc, że znów jest niesłusznie oskarżany o coś, czego nie zrobił. Drżał na widok tej płynącej po schodach krwi i rozczłonkowanego ciała, więc jak do cholery miał coś takiego zrobić?
Wszyscy jednak wbijali w niego przeszywające spojrzenia, nie widząc innego winnego.
- On tego nie zrobił… - zaczęła cicho Lisanna.
- Nie widziałaś go! Nie możesz być tego taka pewna – warknął Gray, łapiąc mdlejącą z natłoku emocji dziewczynkę.
- Jestem... BO UPRAWIALIŚMY SEKS, GDY TO SIĘ STAŁO!

Wszyscy zamilkli.


Seksy speszjal for Joanna, która ostatnio się o nie pytała.
Mogło oczywiście wyjść trochę słabiej niż w prologu ze względu na fakt, że Nali do mnie nie przemawia. No ale... Było fajnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

piątek, 14 sierpnia 2015

#02 Liebster Award

Yo!
Nie, to nie jest kolejny rozdział naszej chorej opowieści (który swoją drogą jest w trakcie tworzenia). Dzisiaj przychodzę z luźnym postem bez krwi i flaczków, których tak bardzo pragniecie.

Ekhem… Zostałam nominowana do Liebster Award przez Harlequin, która chce mi zrobić najazd na chatę :3 Ale i tak bardzo się cieszę! ♥

"Zasady wyróżnienia są następujące: „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania, które dostałam:

1. Jakie książki ostatnio czytałeś/aś i jakie lubisz?
Ostatnio mam straszną podjarkę na Harrego Pottera no i każda księgarnia zna moją twarz oraz szuka mnie listem gończym. Dlatego właśnie po ciężkich poszukiwaniach skończyłam Komnatę Tajemnic i jestem na początku Więźnia Azkabanu.
Co do tego, jakie książki lubię... Kręci mnie wszystko co mroczne albo związane z wampirami, demonami i wiedźmami. Ogólna faza na fantastykę od kilku dobrych lat.

  
2.Dlaczego prowadzisz bloga? Kto i Co cię zainspirowało?
Ten blog powstał tylko dlatego, że chciałam napisać coś psychicznego i krwawego, najlepiej z jakąś zagadką. Drugiego bloga i właściwie do całego pisania zainspirowała mnie Yasha Aizawa, której styl pisania i grafiki naprawdę mi się podobają.

3.Kto jest twoim autorytetem?
Jak już wspomniałam wcześniej, Yasha xD

4.Jaką muzykę polecasz?
Zależy, czy chodzi o gatunek, czy o konkretne utwory.
Jeśli o to drugie to na pewno:
Nickelback - What Are You Waiting For?
Hollywood Undead – Rain (Mogłabym umierać słuchając Charlie Scene >///<)
A jeśli o to pierwsze, Rock!

5.Wierzysz w magię, jeśli tak to dlaczego?


Co...
Nie...
Kurde...
Zamkną mnie w psychiatryku jak się przyznam. :___:

6.Czy cieszy cię widok komentarza pod postem?



Palpitacja serca za każdym razem i wielki banan na ryju do końca dnia. Ostatnio miałam strasznego doła i weszłam na bloggera, żeby sprawdzić co tam słychać. Naprawdę, widząc pozytywne komentarze na tym blogu cieszyłam się jak głupia, śmiałam sama do siebie i krzyczałam wszystkim, że mordowanie jest super. Nie wiem czemu moi rodzice spojrzeli na mnie jakby mieli zaraz zamiar zadzwonić pod magiczny numer 997. 

piątek, 7 sierpnia 2015

#02 Zamknięte drzwi

- Dajcie mi coś do picia, bo chyba zwariuje – warknął Makarov w stronę baru, gdzie stała wciąż roztrzęsiona Lisanna. Starała się jak najlepiej zastąpić siostrę w jej codziennych obowiązkach w gildii, ale już od rana została wystawiona na ciężką próbę. Wszyscy zaczęli wychodzić tak szybko jak wchodzili i ostatecznie po za ich dwójką można było zauważyć nieliczne osoby, pogrążone w ciszy przy swoich stołach. Starała się spokojnie obsługiwać wszystkich. Nie była jednak w stanie tak udawać, kiedy po całym budynku biegali wysłannicy Rady, którzy spoglądali na każdego jak potencjalnego morderce.
W zasadzie nie mogli się dziwić, sami to stwierdzili po krótkim rozwiązaniu sprawy. Białowłosa znowu poczuła dziwną suchość w gardle i przełknęła ślinę. Spoglądała teraz na trzech wysłanników rady, którzy przypominali wielkie żaby. Dwóch z nich było ubranych w typowy stój składający się z jasnoniebieskiej bluzki wiązanej szkarłatną wstążką pod szyją oraz granatowej kamizelki obszytej czerwoną nicią. Wszystko wykańczał biały materiał, rozciągający się po same kostki, wzorem i wyglądem przypominał zwykłą spódnice, ale posłańcy obrażali się na sam dźwięk tego słowa w ich obecności. To nie jest spódnica! – powtarzali jak mantrę i wierzyli w to, że wszyscy również tak uważają. Jeden z trzech posłańców zdecydowanie różnił się wyglądem. Kolorowe ciuszki zniknęły, a zastąpiła je brązowa szata przypominająca takie, które noszą kapłani. Na plecach znajdował się symbol Rady. Oprócz wyglądu różniły ich zadania, które im powierzono. Pierwsi dwaj zostali wezwani przede wszystkim po to, aby zobaczyć i zapamiętać jak wyglądało miejsce zbrodni, a także by zainteresować się, czy żaden z magów nie jest skory do współpracy poprzez przyznanie się do winy, albo chęć wydania sprawcy. Dziewczyna uznała to za zwykły żart, kiedy zapytali wprost o to, czy ktoś ma się zamiar przyznać, ale miny mieli poważne. Zignorowała to jednak i z szybko bijącym sercem spoglądała jak ostatni z wysłanników klęczy przed ciałem Reedusa, które zostało zasłonięte białym obrusem, który powoli zamieniał się w szkarłatny.
Widok przyprawiał ją o dreszcze, ale nic nie mogła z tym zrobić. Żaba w brązowej szacie miała najgorszą robotę z całej trójki. Kiedy Lisanna pierwszy raz zobaczyła, co on właściwie ma zamiar robić, wtedy się dowiedziała, dlaczego ma na sobie tak okropny strój. Nikt przecież nie chciałby dopierać białej spódnicy z krwi. Tak, sama nie mogła się otrząsnąć z szoku, kiedy posłaniec zaczął dotykać wnętrzności jej martwego przyjaciela. Ulżyło jej, że żaba starała się robić wszystko pod obrusem i pilnowała, aby nikt nie musiał na to patrzeć.
- Skończone – odparł po chwili wspomniany osobnik  w brązowej szacie, na której przebijały się ciemne ślady szkarłatnej krwi. Wytarł swoje błoniaste dłonie o szmatkę, którą wyciągnął z kieszeni. – Możemy wracać.
Dwóch posłańców skinęło głowami, a następnie rzucili w kierunku ciała małą kostkę, która po uderzeniu w podłogę zmieniła się w coś przypominające szklaną klatkę. Po chwili przezroczyste pomieszczenie zniknęło, a razem z nim jego zawartość. Cała trójka odwróciła się, wyciągając teleportujące kamienie.
- Zaraz – zatrzymał ich Makarov swoim schrypniętym głosem. Starzec od lat nie przeżył czegoś takiego. W ciągu dwóch dni stracił dwoje wspaniałych magów, przyjaciół, osoby które uważał za dzieci. Było mu ciężko to wszystko zrozumieć, ale najbardziej było mu ciężko dopuścić do siebie myśl, że zrobiło to jedno z jego ukochanych dzieci. – Chyba mamy prawo coś wiedzieć o… śmierci Reedusa…
- Oczywiście, ale wolelibyśmy o tym mówić bez zbędnych par uszu – syknął jeden z nich, który prawdopodobnie był liderem całej grupy. Lisanna poczuła na sobie ich wzrok. W sumie faktycznie, stała przecież najbliżej Makarova, a takie informacje powinny być przekazywane tylko ważnym osobom. Kiwnęła głową i już chciała wyjść, kiedy dłoń starca rozciągnęła się i złapała za jej nadgarstek.
- Wszystkie osoby w tej gildii to moja rodzina i tak samo jak ja, chcą wiedzieć co się stało – po tych słowach zacisnął mocniej dłoń, aż dziewczyna poczuła, że zaraz jej ręka odpadnie z powodu nie dopływu krwi.
- Makarovie… To nie czas i miejsce na takie dyskusje…
- Już dobrze Mistrzu – wtrąciła się białowłosa, widząc jak mężczyzna otwiera usta. Uwolniła się z jego żelaznego uścisku i spojrzała na wciąż obserwujących ją posłańców. Kropla potu spłynęła po jej czole i po chwili zniknęła za drzwiami do kuchni. Specjalnie ich jednak nie zamknęła i ustawiła się pod nimi w taki sposób, aby wszystko słyszeć, i nie dać się zauważyć.
- Dobrze więc – zaczął jeden swoim skrzeczącym głosem, prawdopodobnie był to ten, ubrany w brązową szatę. – To na pewno nie była sprawka żadnego nieznanego nam zwierzęcia, to najprawdopodobniej był człowiek, albo mag.
- Więc nie użyto do tego żadnej mocy? – Rozdziawił usta z zaskoczenia.
- Nie. Rany na brzuchu świadczą o tym, że ofiara…
- Reedus – wysyczał przez zaciśnięte zęby Makarov, przerywając tym samym tłumaczenie posłańca, który niezbyt się przejął jego groźnym wzrokiem.
- … został zaatakowany czymś ostrym. Ktoś specjalnie starał się, aby wyglądało to na atak jakiejś dzikiej bestii.
Lisanna zbladła. Mogła przysiąc, że jej twarz miała teraz ten sam kolor co jej białe włosy. Poczuła się słabo, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Zsunęła się po drzwiach w dół, nieumyślnie je przy tym zamykając i blokując sobie dostęp do informacji. Usiadła ciężko, jedną ręką objęła kolana, a drugą zaczęła wycierać słone łzy spływające po jej twarzy. Za nimi płynęły kolejne i dalej następne… Czuła, że coraz ciężej jej oddychać. Serce biło jej jak oszalałe, zagłuszając wszystkie odgłosy z zewnątrz. Zdusiła w sobie potrzebę głośnego jęku i wciągnęła głośno powietrze przez nos. Mocniej otuliła kolana i schowała twarz. Siedziała tak w bezruchu, aż złapało ją nieprzyjemne uczucie. Ktoś ją obserwował. Podniosła wzrok.


Natsu siedział z głową opartą na blacie jednego ze stołów. Nie miał ochoty dosłownie na nic, nawet na oddychanie, do którego powoli zaczynał się zmuszać. Usłyszał to samo co siedząca w kuchni Lisanna, tyle że on nawet się nie musiał wysilać, aby cokolwiek usłyszeć. Mimo że szeptali, to w gildii panowała grobowa cisza jak jeszcze nigdy, dzięki której nawet upuszczenie igły na drugim jej końcu, brzmiałoby dla niego jak bicie kościelnego dzwonu.
Zastanawiał się nad tym wszystkim. Jego przyjaciele powoli umierali i to było niezaprzeczalną prawdą. Ktoś chciał ich wszystkich zabić, ale nie widział w tym żadnego sensu, ani tym bardziej korzyści. Czyżby to było ze zwykłej przyjemności? Czy tacy ludzie naprawdę istnieli? I to do tego w ich radosnej gildii Fairy Tail? Naprawdę nie chciał w to wierzyć, ale na chwilę obecną musiał przystać na taką, a nie inną wersje. Było mu ciężko myśleć o swoich przyjaciołach w ten sposób, ale z każdą kolejną myślą pozbywał się wyrzutów sumienia i prześwietlał w myślach każdego, kto wydawał mu się podejrzany. W gildii było parę osób, które mogły być niezauważone, ale w gruncie rzeczy nie był do końca pewien czy taki Max albo Nab byliby wstanie zabić za zwrócenie na nich uwagi. To musiałaby być naprawdę niestabilna psychicznie osoba, by zabić z tak błahego powodu. A jedyną osobą, która szukała tak bardzo uwagi, że posunęłaby się do czegoś takiego była…
- Natsu-san? – zapytał znajomy głos. Chłopak drgnął i podniósł swoje zielone tęczówki na stojącą przed nim dziewczynę. Niebieskowłosa wyglądała na zmartwioną i ewidentnie kogoś szukała, jeżdżąc smutnym wzrokiem po prawie pustej gildii. – Czy widział pan może panicza Graya?
Natsu przełknął ślinę, mając wrażenie suchości w gardle, kiedy Lockser spokojnie usiadła przy jego stole. Czuł się głupio posądzając dziewczynę o coś takiego, ale jednocześnie zachowywał dystans.
- Nie widziałem go – odparł sztywnie i w końcu podniósł się ze stołu. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, świadczący o niezadowoleniu.
- Od czasu kiedy umarła Lucy-san Juvii zrobiło się bardzo smutno – zmarkotniała i po chwili zacisnęła usta w cienką linię. – No ale, Juvia miała szczerą nadzieje, że panicz Gray okaże jej teraz trochę więcej zainteresowania.
W głowie Natsu zadzwoniło słysząc ciche wyznanie dziewczyny, z którą nota bene nie był szczególnie blisko. Uspokoił się po chwili i zanim zaczął rzucać oskarżeniami na prawo i lewo, jak to robili poprzedniego dnia jego towarzysze z gildii, najpierw złożył wszystko w logiczną całość, która nie okazała się wcale taka logiczna.
Juvia nie miała powodu zabijać Reedusa. W końcu jeśli chodziłoby o zainteresowanie Graya, to wybrałaby jakąś dziewczynę z którą chłopak spędza dużo czasu, albo znając Lockser, po prostu jakąkolwiek dziewczynę na którą w życiu choć raz spojrzał. Tak, to nie miało sensu.
Wciąż jednak wolał mieć niebieskowłosą na oku.
Drzwi do gildii otworzyły się z hukiem, a do środka weszła trójka znanych mu magów wraz z dwoma latającymi obok głowy Exceedami. Lockser natychmiast rozpromieniała widząc jak poszukiwany przez nią chłopak idzie w kierunku ich stołu wraz z niebieskowłosą dziewczynką i kotami u boku.
- Panicz Gray! – zaszczebiotała, a ten rzucił jej zwykłe spojrzenie i skinął głową.
- To jest chore! – ryknęła wściekle Tytania uderzając pięścią o stół, który pękł pod wpływem jej siły. Nie połamał się, ale widocznie nie nadawał się już do oparcia lub postawienia czegokolwiek. Natsu bez pytania domyślił się po ich minach, że wieść o śmierci Reedusa rozniosła się po Magnolii w przerażającym tempie. – Trzeba coś z tym zrobić!
- Tak? Ciekawe co. Masz jakiś plan, Królowo Wróżek? – zakpił Gray. Erza jednak zignorowała jego ton i spojrzała na niego nieprzychylnym wzrokiem.
- Owszem – zapewniła. – Musimy się trzymać w grupie, dlatego dzisiaj przyjdziecie nocować do Fairy Hills.
Miny Graya i Natsu nie były uradowane tą wiadomością. Przeciwnie do czerwonej z radości Juvii, byli wręcz zniesmaczeni propozycją.
- Przecież to babski akademik – żachnął się Natsu. Scarlet w zamian obdarowała go groźnym spojrzeniem.
- Myślisz, że mnie to obchodzi w tej sytuacji? Czego ty się boisz, przecież żadna nie będzie biegać w samym ręczniku po korytarzu – ściągnęła brwi nie rozumiejąc powodu jego sprzeciwu.
- Świetnie – parsknął Fullbuster. - Ktoś z naszej gildii jest mordercą, a ty chcesz żebyśmy sobie spali grupką w akademiku? Naprawdę, genialne. Ucz mnie, mistrzu taktyki.
- Czyżbyś podejrzewał kogoś z nas? – zapytała tonem pełnym oburzenia i wściekłości. Natsu czuł, że ta wymiana zdań nie może skończyć się zbyt dobrze.
- Nie… - zawahał się spoglądając ukradkiem na siedzącego obok niego rożowowłosego. Dragneel poczuł ukłucie w środku, miał wrażenie, jakby własny przyjaciel go w tym momencie zdradził. Tytania widząc to zmarszczyła czoło, a następnie po raz kolejny walnęła w stół, który w tym momencie już całkiem się posypał.
- Skończ już z tym! Przecież już było powiedziane, że to nie on!
- A skąd ja mam mieć do cholery pewność?!
- Bo to twój przyjaciel! Powinieneś mu uwierzyć, a nie jeszcze bardziej dobijać!
- Tak samo jak reszcie tych moich „przyjaciół”? – wyróżnił ostatnie słowo dość rozbawionym tonem. – Wierz w nich dalej, a skończysz jak nasz Reedus.
Tytania zmarszczyła brwi i zacisnęła dłonie w pięści. Przy ich zniszczonym stole dało się czuć ciężką atmosferę. Wendy z każdym kolejnym podniesionym przez przyjaciół głosem, ściskała mocniej swoją kotkę, która zważając na okoliczności wolała trzymać język za zębami. Happy wciąż zakrywał uszy łapkami, wtulając się głową w ciało siedzącego obok przyjaciela.
- Czy ty mi grozisz? – zapytała podejrzliwie, a Gray spojrzał na nią beznamiętnym wzrokiem.
- Tylko ostrzegam – oznajmił.
Natsu czując, że ta rozmowa zaraz naprawdę źle się skończy, musiał wstać z miejsca. Złapał Scarlet za ramię i odciągnął ją od reszty grupy. Trochę mu się na początku opierała, aż nie spojrzał na nią stanowczym wzrokiem, który nie znosił sprzeciwu. Puścił ją dopiero wtedy, kiedy zamknął za nimi drzwi do biblioteki w której mogli na spokojnie i bezpiecznie porozmawiać.
- Odpuść mu – rzucił po chwili, zupełnie nie wiedząc jak rozładować gniew, który aż kipiał z przyjaciółki.
- On mi groził Natsu! – warknęła. – Po za tym nie mogę uwierzyć, że po tylu latach jest w stanie tak po prostu się od ciebie odwrócić tylko ze względu na brak innych dowodów!
Niezgadzanie się z Tytanią, kiedy dziewczyna była wściekła, to było jak samobójstwo, ale chłopak musiał zaryzykować. Chciał chociaż spróbować załagodzić powstały konflikt, właściwie wywołany jego osobą.
- W kwestii tego zaufania, to miał sporo racji… - zaczął niepewnie, spoglądając na wysokie półki z książkami, które w niektórych miejscach wyglądały, jakby miały zaraz pęknąć od ich nadmiaru. To pomieszczenie zawsze było dziwne, bo zdecydowanie za wąskie i mroczne. Ciężko było tu cokolwiek czytać, kiedy w podziemnym pokoju nie było ani jednego okna skąd docierałoby światło. Wszystko było widocznie dzięki słonecznym kryształom lub zwykłym świecom.
Nagle, Erza pchnęła go na jedną z półek tak mocno, że parę książek zleciało im na głowy. Scarlet jednak nie wyglądała na obolałą z tego powodu. Wbiła w niego swój niebezpieczny i pełen bezwzględności wzrok. Jej palce zacisnęły mu się wokół szyi.
  Z jego krtani wydobywały się jedynie zdławione, desperackie odgłosy z prób nabrania powietrza w płuca. Spojrzał prosto w jej rozszerzone źrenice, w których nie czaiło się współczucie. Widział wydobywające się z jej oczu iskry, dopóki nie zasłoniły ich czarne mroczki.
Po chwili całym ciałem głośno opadł na ziemię, od razu łapczywie biorąc głębokie dawki tlenu. Kaszlał i próbował rozmasować czerwone ślady na szyi. Spoglądając na kamienną podłogę słyszał stukot jej butów, który roznosił się echem po całym pomieszczeniu.
- Widzisz? Gdybyś był mordercą, zareagowałbyś. Wiem komu ufam.
Podnosząc się na drżących rękach nie wiedział, czy ma się cieszyć, czy bać. W końcu zobaczył czyjąś pomocną dłoń. Wbił zielone tęczówki we właścicielkę, a następnie ciężko westchnął.
- Jesteś albo odważna, albo głupia, żeby stosować takie metody… Co byś zrobiła, gdybym jednak był mordercą? – warknął zaciskając palce na jej dłoni i wstał na proste nogi. Na twarzy Tytani pojawił się beztroski uśmiech.

- Byłabym już martwa.
Natsu nie był w stanie zrozumieć co siedzi w głowie przyjaciółki i jakie ona może mieć jeszcze pomysły, ale powoli zaczynał czuć ciarki na plecach. Wciąż lekko oszołomiony po dziwnym teście zaufania, ledwo udało mu się wejść po wysokich schodach na górę. Ciągle kręciło mu się w głowie i wręcz desperacko zaciskał dłonie na barierce w obawie przed kolejnym pomysłem Erzy.
Udało mu się jednak dość do drzwi w jednym kawałku, z czego bardzo się cieszył i odetchnął z ulgi. Tytania w odróżnieniu od niego wydawała się być rozbawiona sytuacją, chyba pozytywny wynik testu bardzo poprawił jej humor. Natsu też był zadowolony widząc na jej twarzy lekki uśmiech, ale wciąż go trochę gryzł fakt, że o mało nie został uduszony.
Szkarłatnowłosa otworzyła za niego drzwi i prawie by nie wpadła na niską dziewczynę za nimi.
- Oh, wybacz Levy – przeprosiła Tytania widząc mętny wzrok przyjaciółki. Można powiedzieć, że ożyła dopiero wtedy, kiedy zza pleców dziewczyny wyłonił się różowowłosy chłopak. Zmierzyła ich od stóp do głów, a następnie wyminęła ich bez słowa.
- Levy! Słuchaj, lepiej nie zostawaj sama w ten bibliotece zbyt długo… - powiedział zmartwiony chłopak. McGarden odwróciła głowę w jego stronę, kiedy była już w połowie drogi.
- Potrafię o siebie zadbać – syknęła i odwróciła się, ignorując kolejne wołania.
Dwójka magów wzruszyła ramionami i wrócili do reszty. Emocje opadły i wszyscy zdążyli się już uspokoić. Kiedy ktoś zapytał, co tak długo robili w bibliotece, nie powiedzieli całej prawdy. Rozmawiali, owszem, ale nikt nie musiał wiedzieć, że Erza o mało nie udusiła chłopaka. Wiedzieli, że to co miało miejsce kilka chwil temu pozostanie tylko i wyłącznie tam, za zamkniętymi drzwiami podziemnej biblioteki.
Dużo czasu spędzili na namawianiu samego Graya do pomysłu z grupami, a co dopiero całej gildii. Czarnowłosy po kilku godzinach tłumaczenia musiał odpuścić i zgodzić się, ale wtedy rzucił pewną propozycją:
- Morderca z tego co widać działa tylko w nocy, więc najpewniej właśnie wtedy zostanie ktoś zamordowany… Idąc takim tokiem myślenia, można bezpiecznie wykluczyć z kręgu podejrzanych osoby, które będą w naszym otoczeniu. Dlatego nie pójdziemy spać. Musimy się wzajemnie obserwować. Zgoda?
- A jeśli nikt nie zginie, podczas gdy będziemy w Fairy Hills? – zauważyła Carla.
Gray skrzyżował ręce na piersi z dość zdegustowaną miną.
- Wtedy prawdopodobnie wśród nas jest winny – odparł zimno, wciąż obserwując Dragneela, który sam ukradkiem spoglądał na Juvię, która cieszyła się, że spędzi noc z Grayem i wyglądała jakby była we własnym świecie.
Wszyscy wypuścili ciężko powietrze, a następnie wstali by powiedzieć reszcie o swoim planie. Nie wyszło jednak tak wspaniale, bo większość osób nawet nie chciała słyszeć o jakimkolwiek dobieraniu się w grupy. Zamiast bezpieczeństwa widzieli w tym zwykłe narażanie się na niebezpieczeństwo. Wszyscy woleli się zamknąć samotnie w domach i przeczekać okropną noc łowów. Nie pomogło nawet to, że wspomnieli o Reedusie, który również był w domu, kiedy doszło do zabójstwa. Nie podobało im się również to, że dużo osób po prostu nie pojawiło się dzisiaj w gildii, a jeśli nawet to weszli tylko na chwile, by pokazać, że żyją.
Budynek opustoszał lekko po dziewiętnastej, czyli zanim zrobiło się ciemno. Cała grupa również zamierzała się zebrać, ale Natsu jeszcze postanowił sprawdzić co z Levy, która od czasu wejścia do środka, już nie wyszła. Pożegnał się z wszystkimi przed drzwiami mówiąc, że zaraz ich dogoni. Happy trochę zmartwiony o przyjaciela postanowił lecieć razem z nim.
Szli powoli, poprzez praktycznie pustą główną salę w której kilka dni temu, o tej samej porze panował wielki ruch i nie dało się nawet palca wsadzić. A teraz cisza i pustka. Natsu nie podobało się to wszystko i zastanawiał się, czy ich gildia przez to nie zostanie rozwiązana, bo niedługo ludzie w ogóle przestaną przychodzić.
Z dudniącym sercem złapał za klamkę od biblioteki i ze zdziwieniem stwierdził, że są zamknięte. Nagle się przeraził, a jego skórę na całym ciele zalał zimny pot. Rozszerzył źrenice porównując tą sytuacje do dnia, kiedy zastał zamknięte drzwi do łazienki. Pełen nerwów zaczął szarpać klamką i walić w drewno pięścią.
To niemożliwe, powtarzał w myślach. Cały czas spoglądał na te drzwi i był pewny, że nikt poza Levy przez nie nie wchodził, ani nie wychodził. Nikt nawet do nich nie podchodził, więc jakim cudem były zamknięte?! Zjechał wzrokiem w dół i zobaczył małe ślady krwi.
Zapalił drżącą pięść i uderzył nią w drewno, powstała jedna dziura, następnie kolejna. Po paru uderzeniach drzwi wypadły z zawiasów i zjechały głośno po stromych schodach. Wbiegł do środka, o mało się nie potykając o własne nogi. Złapał się za barierkę i rozejrzał po pomieszczeniu. Nigdzie nie widział niskiej dziewczyny. Przeskoczył przez barierkę, nie zważając na wysokość i wylądował na lekko ugiętych nogach. Poczuł krew. Spojrzał na jedną z ław przy której na pewno siedziała niebieskowłosa, wywnioskował to po rozłożonych książkach. W jego głowie zaczęło się pisanie czarnych scenariuszy. Jak oszalały biegał między półkami, wciąż mając nadzieje, że dziewczyna wcale nie leży rozszarpana w kałuży własnej krwi. Serce waliło mu tak głośno, że nie słyszał nawet jak Happy błaga go, aby się uspokoił. Ale jak on miał być spokojny w takiej chwili? Zatrzymał się przy ostatnim rzędzie z półkami i ciężko dysząc złapał się za przydługie włosy. Zacisnął mocno powieki, próbując pomyśleć. Był zły, ale nie wiedział na kogo bardziej, czy na siebie za to, że niedokładnie jej upilnował, czy na nią za to, że go nie posłuchała.
- Natsu? – usłyszał nagle czyjś bardzo zdziwiony głos. Spojrzał w tamtym kierunku i dostrzegł całą i żywą Levy, która spoglądała na niego zwężonymi oczami. – Normalny ty jesteś? Drzwi rozwaliłeś! Jak coś chciałeś to mogłeś poczekać, bym ci otworzyła.
- Otworzyła… - wydusił z siebie cicho spoglądając jak dziewczyna wyciąga jakiś klucz z kieszeni spodenek.
- Dostałam zapasowy od Mistrza. Często się zdarzało, że wychodziłam po coś z pustej biblioteki, a gdy wracałam, ktoś układał wszystkie moje ważne książki, które udało mi się znaleźć w tym bałaganie – włożyła go z powrotem do kieszeni i wsparła dłonie na biodrach.
- Ale… krew…
Levy otworzyła zdziwione oczy.
- A… - pokazała zaklejony różowym plasterkiem palec. – Skaleczyłam się kawałkiem zbitego kryształu, musiała mu się chyba skończyć moc i…
Nie dokończyła, ponieważ chłopak rzucił się na nią i mocno przytulił.
- Boże… nie strasz mnie tak, bo zawału dostane – warknął, a niebieskowłosa zarumieniła się czując jego gorący oddech na swojej szyi. Szybko go jednak odepchnęła od siebie, przypominając sobie o sytuacji z rana. Wciąż mu nie ufała, nie ważne czy się o nią martwił, czy nie.
- Fajnie, to teraz możesz wyjść? – odparła nieprzyjemnym tonem, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że jego obecność nie jest tutaj mile widziana.
Happy nie przerywał im rozmowy, aż do czasu, kiedy nie spojrzał na zegarek. Szarpnął Nastu za rękaw kamizelki i wskazał łapką na wskazówki zegara.
Chłopak przeklął pod nosem, a następnie spojrzał na dziewczynę, która widocznie nie zamierzała się jeszcze ruszać z miejsca. Podszedł do niej i szybkim ruchem dłoni zamknął czytaną przez nią książkę.
- Ej! Co ty wyprawiasz?!
- Zaraz zrobi się ciemno – warknął wskazując na zegar, na którym była prawie dwudziesta.
- No i? – zapytała zirytowana dziewczyna. Natsu powstrzymał się przed zaciągnięciem jej do akademika siłą i spokojnie powiedział:
- No. I. To. Że. Jak. Jest. Ciemno. Robi. Się. Niebezpiecznie. – Powiedział każdy wyraz osobno, aby na pewno wszystko dobrze zrozumiała. Niebieskowłosa siedziała jednak kompletnie niewzruszona jego słowami.
- Aha – mruknęła Levy.
Natsu westchnął.
- No dobra. Skoro tak… - powiedział i zaczął odchodzić. Dziewczyna rzuciła mu groźne spojrzenia, a następnie wróciła z zadowoleniem do lektury.
Nagle poczuła jak jej ciało unosi się do góry, a ciekawa książka zostaje na ławie. Wyciągnęła po nią dłoń i wrzasnęła dramatycznie, aby nadać temu lepszy efekt. Natsu skrzywił się słysząc jej głośny i rozpaczliwy pisk, a  po chwili przerzucił ją przez ramię i po paru długich krokach byli już na górze. Tak jak myślał, słońce powoli zaczęło zachodzić. Przyśpieszył więc kroku w stronę Fairy Hills, wciąż trzymając wściekłą McGarden, która wcale nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.
Postawił ją tuż przed bramą, więc innego wyjścia niż wejście do akademika nie miała.
Natsu zdziwił się widząc opartego o jedną z dwóch białych kolumn Graya. Wyglądał jakby na kogoś czekał. I Natsu wcale się nie zdziwił, kiedy tym kimś okazał się właśnie on. Czarnowłosy natychmiast otworzył przymknięte powieki i lekko się uśmiechnął widząc, że chłopak jednak przyszedł.
- Już myślałem, że spanikowałeś, że się wyda – rzucił kiedy go mijał. Natsu nic nie odpowiedział, tylko otworzył drzwi i wkroczył do obszernego holu, który służył również jako pokój gościnny w którym wszyscy mieli dzisiaj spać.
- Natsu i Happy?... Gray? Co wy tutaj robicie? – zdziwiła się Lisanna wychodząc z pomieszczenia, które prawdopodobnie pełniło funkcje łazienki. Dragneel zmierzył ją wzrokiem, naprawdę nie spodziewała się ich przyjścia. Miała na sobie jasnozielone szorty, które mocno przylegały do jej ciała oraz zwykłą, białą bokserkę. Na jej szyi wisiał niebieski ręcznik. Włosy miała lekko zwilżone, co znaczyło, że dopiero wyszła spod prysznica.
- Nie mogłam ich tak zostawić, kiedy po Magnolii biega morderca – wytłumaczyła po chwili Erza, która wciąż siedziała w swoim zwykłym ubraniu, pozbawionym jedynie górnej części zbroi.
- Morderce to ty właśnie tu wpuściłaś, no ale jak wolisz – parsknął Gray przekręcając zamek w wejściowych drzwiach. – Przekonasz się, że miałem racje.
Brzmiało to jak wyzwanie do walki, a Scarlet ze swoim wzrokiem pewnym siebie miała je zamiar przyjąć. Natsu z jednej strony było miło, że przyjaciółka tak w niego wierzy, ale z drugiej czuł niepokój, bo w końcu, aby to udowodnić musiała zginąć kolejna osoba.
Po kilku godzinach i po poinformowaniu wszystkich lokatorek, które niechętnie zabrały swoje koce i poduszki, siedzieli wielką grupą w holu. Teraz wystarczyło tylko obserwować i czekać.

Co wcale nie było takie łatwe jak na początku przypuszczali.  

środa, 5 sierpnia 2015

#1 Liebster Award

Hejo!
Uwaga ludzie! Ważne info! Mina nie umarła. Koniec ogłoszenia.
Aktualnie jestem gdzieś między rozpaczaniem nad brakiem weny, a zmuszeniem się do odpalania Worda… Także, żeby już nie zanudzać, zacznę:

Dostałam nominację do Liebster Award od Mia Dragneel, za co bardzo dziękuję! (^ω^)

"Zasady wyróżnienia są następujące: „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania, które dostałam:

1. Ciepłe czy zimne kolory?
Jakoś bardziej ciągną mnie ciepłe.

2. Ulubiona pora roku?
Lato… ale nie takie lato, że upał +40 stopni i ogólna śmierć, że z domu nie da się wyjść… wole takie miłe ciepełko, gdzie można pójść na plaże albo połazić po parku.

3. Dlaczego postanowiłaś rozpocząć tą historię?
To jest upust mojej psychicznej strony mózgu. Po za tym chce się nauczyć pisać momenty +18
( ͡° ͜ʖ ͡°)

4. Pepsi czy Cola? Xd
Jeśli ktoś kiedyś powiedział, że te dwa napoje niczym się od siebie nie różnią, to był albo głupi, albo upośledzony. ;__; Cola

5. Ulubiona piosenka?
Aktualnie:

6. Ulubiony parring w Fairy Tail?
Mój własny. StingxCharl <3
A tak bez beki to będę głupia i przyznam się, że Nalu wygrywa (Dziwnie to brzmi, kiedy w prologu zabijam Lucy, no ale :3).

7. Jakie uczucia tobą kierują, gdy piszesz rozdział?
Smutek, żal i rozpacz. Śmieje się czytając swoje błędy, denerwuje się z myślą, czy będzie się podobać, zdarza mi się mieć ścisk żołądka, kiedy pomyśle o tym, że właściwie to nikt mnie nie czyta… ale to przecież nie prawda… Co nie? :__:

8. Z czym kojarzy ci się kolor zielony?
Z moim pokojem i z takim spokojem

9. Ulubiony gwiezdny duch?
Ophiuchus KaCe

10. Anime, które najbardziej cię zaskoczyło.
Jakoś…  nie było takiego. Może to dlatego, że oglądam same oklepane i przewidywalne animce… A może to przez te spoilery T.T W sumie w Fairy Tail było wiele takich momentów, gdzie siedziałam zszokowana jeszcze długo po akcji, ale to było w mandze i tych momentów jeszcze nie zekranizowali.

11. Posiadasz hobby poza pisaniem?
Gry? *Rozpaczliwy wzrok* One są jakimś hobby, prawda? :___:

poniedziałek, 27 lipca 2015

#01 Stracone zaufanie

Śmierć nigdy nie była łatwym tematem do rozmowy. W końcu byli tylko grupą młodych ludzi o nadprzyrodzonych mocach, którzy nie martwili się o takie przyziemne rzeczy. Liczyła się zabawa i walka. Licząc siniaki i blizny wspominali najczęściej wspaniałe przygody, a nie to, jak prawie zaprzyjaźnili się z kostuchą. Mówienie o tym powodowało tylko niechciany smutek i współczucie, którego nikt nie potrzebował.
Wśród całego towarzystwa zapanowała długa cisza, przerwana od czasu do czasu cichym, zduszonym w sobie szlochem lub szeptami. Wszyscy podzielili się na dwie grupy. Jedna z nich pogrążyła się w szybkiej rozpaczy, a ta druga nie dopuszczała do siebie żadnej wiadomości.
- To musi być jakiś kiepski żart – Gray uderzył o ławę przy której siedział, aby następnie złapać za szalik siedzącego naprzeciwko przyjaciela i przysunąć go bliżej siebie.
Natsu zmarszczył brwi i zacisnął zęby z wściekłości. W przypływie białej furii odepchnął od siebie czarnowłosego, który z powrotem usiadł na kawałku drewna.
- Naprawdę myślisz, że żartowałbym o śmierci Lucy?! – warknął na całe gardło, czym wywołał przerażenie na twarzach wszystkich. Nie przejmował się tym jednak, ponieważ w tym momencie nie myślał o niczym innym niż o zakrwawionym i rozszarpanym ciele blondynki. Obwiniał się za to jak nikt inny. Byli przecież w tym czasie w jednym domu, mógł ją ocalić. Na pewno, gdyby nie spał wtedy tak mocno, Lucy wciąż by żyła.
Nie rozumiał, dlaczego ona. Heartfilia nigdy nikomu nie zrobiła w życiu nic złego, wręcz przeciwnie, była pomocna i zawsze uśmiechnięta, szukała dobra w każdym. Natsu na samą myśl zacisnął palce w pięści, które odruchowo zapłonęły żywym ogniem. Nie potrafił się kontrolować, wszystkie emocje jakie w nim teraz wrzały wyszły na światło dzienne. Czuł się tak, jakby ktoś wyrwał kawałek jego serca i zaczął po nim deptać z uśmiechem na twarzy, obserwując przy tym rosnący ból chłopaka.
I ten ktoś musiał za to zapłacić.
- Musimy powiadomić Rade. W Magnolii czai się coś niebezpiecznego – stwierdził ponuro Makarov.
Macao westchnął ciężko spoglądając na wściekłego Natsu, a następnie odwrócił się w stronę siedzącego na blacie baru Mistrza. Nigdy nie lubił, gdy Rada Magii angażowała się w jakieś sprawy związane choć trochę z Fairy Tail. Stawiało to całą gildię w niekorzystnej sytuacji, bo zawsze to oni byli tymi złymi przez wyrobioną opinie.
- Ale wtedy oskarżą o to młodego! Nie ma innych podejrzanych. Co zrobisz jak go zabiorą? – syknął w stronę mężczyzny. Wiedział jednak, że Makarov myśli podobnie, zobaczył to po jego wyrazie twarzy. To go trochę uspokoiło. Natsu był wzorem do naśladowania dla jego syna i nie mógł pozwolić, by Rada uznała go za morderce z braku innych podejrzanych. Co by wtedy pomyślał Romeo?
Nagle usłyszał jak ktoś uderza z otwartej dłoni o stół. Spojrzał na siedzącego obok Wakabe. Przyjaciel drżał, a po jego skroni spływała kropla potu.
- Skąd wiesz, że tego nie zrobił? – powiedział niepewnym głosem.
Natsu otworzył szerzej oczy z szoku i odwrócił się w jego stronę. Całe jego płomienie stworzone z wściekłości zniknęły. Zamrugał kilka razy obserwując przerażony wyraz twarzy u starszego towarzysza. Macao zmarszczył brwi i uderzył pięścią o blat drewnianej ławy tak mocno, że wszystkie kufle z piwem podskoczyły, a niektóre nawet się przewróciły.
- O czym ty pieprzysz Wakaba?!
Mężczyzna zamilkł jednak w odpowiedzi. Drżącą ręką złapał za kufel z alkoholem, ale nie po to by się napić, po prostu musiał coś trzymać w dłoniach, aby zająć umysł. Czuł się jak zdrajca mówiąc takie rzeczy o młodym przyjacielu, który zawsze był gotów wszystkich bronić, ale nie widział innej opcji. Nie wierzył w to, że jakaś bestia byłaby w stanie cicho zakraść się do domu dziewczyny i ją zaatakować.
Natsu mimowolnie poczuł jak jego ciało zaczyna się trząść. Bał się widząc wahanie na twarzach przyjaciół.
- Zaraz! Przecież to naprawdę nie ja! Uwierzcie mi! – oznajmił z przerażeniem Dragneel rozkładając bezsilnie ręce. Spojrzał na stół przy którym siedziała cała jego drużyna. Gray razem z podążającą za nim jak cień Juvią mieli dość niepewny wyraz twarzy, jednak od razu odzyskał spokój widząc uśmiech Erzy, Wendy i Happiego. Chociaż nie był przekonany, czy uśmiech w takim momencie był odpowiedni. Mimo to, wieść o tym, że jednak ktoś w niego wierzy była wspaniała i dzięki niej mógł odetchnąć w spokoju.
Erza pewnie wstała z miejsca, aby każdy na nią spojrzał.
- Natsu był ranny i to by wyjaśniało jego twardy sen. Ile razy wam się zdarzyło przespać kilka godzin z powodu bólu? – przyjrzała się jak wszyscy mimowolnie zaczynają się zastanawiać. – No właśnie. Po za tym powinniśmy wierzyć w naszych przyjaciół. Zaufanie jest podstawą i bez niego nie moglibyśmy się nazywać gildią, ani tym bardziej rodziną – przejeżdżając wzrokiem po całej gildii zatrzymała się na przerażonym Mine, który wciąż nie miał zamiaru się odezwać. – Jako członek rodziny, wstyd mi za ciebie Wakaba.
Kropel potu na czole mężczyzny zaczęło przybywać. Zacisnął mocniej palce na pustym kuflu po piwie, starając się patrzeć tylko na niego. Czuł, że przez przemowę Tytani został skreślony i uznany za najgorsze ścierwo. Tylko czemu? Przecież on się tylko bał, to powinno być normalne w takiej jednoznacznej sytuacji.
Macao złapał za swój kufel i wstał z miejsca, aby usiąść przy barze, obok wciąż myślącego nad tym wszystkim Mistrza. Przy stole pozostał jedynie Wakaba i pogrążony w dziwnej ciszy, zwykle rozgadany Max.
Nagle ktoś niepewnie poklepał Scarlet po ramieniu. Dziewczyna odwróciła głowę do tyłu i zobaczyła uśmiechniętą twarz Reedusa.
- Pardon. Nie mogłem się powstrzymać Erzo, stałaś tak dumnie i… - wręczył jej świeżo skończony obraz. Tytania zamrugała po czym szczerze się uśmiechnęła i przyjęła prezent z wdzięcznością.
- Dziękuje, to kolejny twój wspaniały obraz Reedusie – powiedziała z uznaniem po czym biorąc go pod pachę wróciła do całej gildii. – Proponuje, aby wszyscy przestali już wymyślać własne teorie. – Spokojnie ruszyła w stronę Mistrza. Zatrzymała się jednak przy Dragneelu, aby dotknąć jego ramienia i powiedzieć półszeptem:
- Daj im to przemyśleć. Daj też sobie czas. Wróć dzisiaj domu – poprosiła. Natsu strącił jej dłoń z ramienia, a następnie wbił jadeitowy wzrok w bijące współczuciem brązowe oczy przyjaciółki. Zacisnął zęby próbując się uspokoić, jednak to wcale nie pomagało. Czemu on miał dawać komuś jakiś czas? Przecież to nie on zabił Lucy! Nie rozszarpałby jej! Po za tym nawet gdyby to była jego wina, zostałyby jakieś ślady krwi na dłoniach, ślady z łazienki do sypialni. To wszystko było bez sensu.
Nie miał nawet zamiaru o niczym myśleć. Nie chciał wracać do tych wspomnień, które wciąż sprawiały, że łzy same cisnęły mu się do oczu. Chciał jednego, znaleźć bestie, która zrobiła coś takiego jego najbliższej przyjaciółce, i zemścić się w jej imieniu. Nie miał ochoty na jakieś „dawanie sobie czasu”. Możliwe, że bestia wciąż była w Magnolii. A co jeśli znów zaatakuje? A jeśli to znowu będzie ktoś z jego bliskich? Nawet stojąca przed nim Tytania była w niebezpieczeństwie, wszyscy byli. Właściwie, to on też i na samą myśl oblał go zimny pot, bo miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Był jedną z potencjalnych ofiar.
Nie odezwał się już ani słowem, więc Erza po prostu ruszyła dalej, do Makarova. Powiedziała, że powinni wezwać Radę, która i tak bez większych dowodów nie jest w stanie kogoś tak łatwo oskarżyć o morderstwo.
Natsu przeszły dreszcze, czując napiętą atmosferę, wywołaną jego obecnością. Nie miał ochoty przebywać teraz w gildii, chociaż nie tak dawno przychodził tu z uśmiechem na ustach i witał się z każdym swoim przyjacielem. Otwierając wielkie drzwi obejrzał się jeszcze raz za siebie. Wiele osób nieświadomie odprowadzało go wzrokiem. Czy w takim wypadku, kiedy połowa osób w niego zwątpiła, mógł ich dalej nazywać przyjaciółmi? Niektórych pewnie tak, ale jeśli chodziło o resztę… Chyba naprawdę musiał ochłonąć, bo mroczne myśli zaczęły udzielać się i jemu. Wszyscy byli jego rodziną. I to nie powinno podlegać wątpliwościom.
- I co teraz, Natsu? – Mruknął cicho niebieski kot, zmartwiony tak samo jak przyjaciel tą całą sytuacją. – Boję się. Wszyscy tak niemiło na nas patrzyli.
Chłopak westchnął.
- Happy – zaczął Dragneel. – Ufasz mi? Wierzysz, że tego nie zrobiłem?
- Tak, jesteś przecież moim przyjacielem – odparł Exceed bez wahania. Natsu uśmiechnął się lekko słysząc te słowa, a następnie pogłaskał go po głowie.
Noc nadeszła szybciej niż się spodziewał. Przez cały ten czas chłopak nie był w stanie zasnąć, ciągle przewracał się z jednego boku na drugi, cały zalany potem, a w kącikach oczu błyszczały słone łzy. Nie mógł na to poradzić, za każdym razem jak zamykał powieki widział zakrwawioną łazienkę, a na jej środku rozczłonkowaną przyjaciółkę w wielkiej kałuży krwi. Zerwał się po raz kolejny, cały zdyszany i przerażony tak bardzo, że spadł ze swojego hamaka. Na podłodze przyglądał się huśtającym się we wszystkie strony sznurkom. Dzisiaj, albo zaliczy glebę jeszcze pięćdziesiąt razy, albo zostanie na tej podłodze. Mimo wszystko zdecydował się na kanapę, która jak to w mieszkaniu prawdziwego kawalera, była cała pokryta śmieciami i ubraniami. Zrzucił to wszystko na ziemię i nie przejmując się jakimś większym sprzątaniem, wyłożył na niej swoje cztery litery. Zakładając ręce za głowę, zaczął spoglądać na biały sufit. Słyszał jak krople deszczu uderzają w szyby mieszkania. Pogoda niesamowicie wpasowała się w jego aktualny nastrój.
Skrzywił się, widząc kolejny raz przebłyski wspomnień przed oczami. Usiadł z powrotem, łapiąc się za przydługie różowe włosy, o mało ich przy tym nie wyrywając. To wszystko wciąż nie mogło do niego dojść. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę już nigdy nie zobaczy roześmianej blondynki, która zawsze go wspierała.
- Cholera – syknął uderzając pięścią o oparcie kanapy. Drobinki kurzu zawirowały w powietrzu, kręcąc przy tym w nosie chłopaka. Dragneel wciągnął gwałtownie powietrze w płuca i głośno kichnął, by następnie uderzyć głową o poduszkę. Zmęczony już tym całym dniem spróbował jeszcze raz zamknąć oczy. Nocny horror znów wrócił, ale ten, zamiast po raz kolejny od niego uciec, zacisnął mocniej powieki. Jakimś cudem udało mu się zasnąć, jednak widok zakrwawionej blondynki towarzyszył mu przez ten cały czas.


Ziewnął głośno, pokazując światu śnieżnobiałe kły. Mimo wszystko nie był w stanie długo wytrzymać takiego snu, który był zwykłym koszmarem i ciągłą powtórką feralnej nocy. Przez to wszystko miał też problemy z nosem. Wciąż przypominał mu się zapach, który czuł w mieszkaniu przyjaciółki. To było nie do wytrzymania.
Z braku jakiegokolwiek innego pomysłu ruszył z samego rana w stronę gildii, która powinna być o tej porze dopiero otwierana przez Mirę. Sunąc leniwie po kamiennych drogach opustoszałej o tak wczesnej porze Magnolii, poczuł jak ktoś uderzył w jego tył. Odwrócił głowę, jednak nikogo nie zauważył. Usłyszał jednak ciche jęknięcie, świadczące o niezadowoleniu. I kiedy spojrzał w dół zobaczył ledwo żywą Levy. Niestety, wcale nie wyglądała jak dobrze znana mu, energiczna przyjaciółka. Jej przekrwione białka mogły świadczyć o wielu rzeczach, ale na pewno nie o niczym wesołym. Tak jak on, prawie nie spała, dało się to zobaczyć po jej wielkich cieniach pod oczami. Nie zdążyła się nawet uczesać, a jej ubrania wyglądały jak wyjęte z kosza na śmieci. To nie był przyjemny widok, ale nic nie mówił na ten temat. Levy była strasznie związana z Lucy i wcale nie dziwił go wygląd McGarden.
- Wybacz Natsu… - mruknęła niewyraźnie, rozmasowując obolały od uderzenia w twarde plecy chłopaka nos. – Nie zauważyłam cię.
- Nic się nie stało – oznajmił, a następnie wspólnie ruszyli w tym samym kierunku.
Krótka cisza nie trwała długo, ponieważ dotarli pod gildie, gdzie zobaczyli niespodziewaną osobę.
- Jesteście wcześnie – stwierdziła białowłosa trzymając pęk kluczy w dłoni. Zazwyczaj gildia była otwierana i zamykana właśnie przez Strauss. Ale starszą, nie młodszą.
- Lisanna? Czy coś się stało Mirze? – zapytał trochę przerażonym głosem chłopak. Przez sytuacje z wczoraj mógł wymyślić do każdej sytuacji czarny scenariusz.
Dziewczyna uniosła brwi ze zdziwienia i zaprzeczyła machnięciem dłoni.
- Nic się nie stało. Tylko ta sprawa z Lucy… - mruknęła odwracając się na pięcie i wkładając jeden z kluczy do zamka.
Natsu przeszedł dreszcz. Wspomnienia znów pojawiły się w jego głowie, jak niekończący się film. Zamykając oczy nabrał głośno powietrza w płuca i zacisnął dłonie w pięści. Starał się zapomnieć, starał się nie myśleć. To wszystko jednak wciąż nie dawało mu spokoju.
Nagle, rozbrzmiał głośny krzyk z środka gildii. Wydawało się, że wszystkie procesy życiowe się w nim zatrzymały. Zastygł na krótką chwilę, by następnie otworzyć gwałtownie oczy i ruszyć do środka. Gdy tylko postawił stopę w progu, uderzyła o niego roztrzęsiona białowłosa, która mimo jego niechęci wtulała się w niego i wypłakiwała łzy. Natsu momentalnie odnalazł powód takiego zachowania. Rozszerzył źrenice z szoku i poczuł jak jego nogi robią się jak z waty.
   - Re…Reedus… - wydusił z siebie cicho, a jego ciało oblał zimny pot. Widok przyjaciela był okropny. Leżał pod rozbitym oknem, z głową wbitą w odłamek szkła, który pozostał w ramie. Wisząc w ten sposób, jego ciało tworzyło łuk. Brzuch został rozcięty, a z jego środka wystawały organy wewnętrzne, całe umazane w szkarłatnej posoce. Wątroba wraz z trzustką już dawno leżały w kałuży krwi.
- Nie chce tego mówić, ale chyba sam jest sobie winien – stwierdziła chłodno Levy podchodząc bliżej martwego towarzysza.
- Jak możesz tak mówić! – wrzasnęła nagle Lisanna, odsuwając się od wciąż odrętwiałego z szoku chłopaka. Już druga śmierć, która zdarzyła się w jego otoczeniu. Znowu musiał na to patrzeć. Znów czuł unoszący się zapach krwi w powietrzu, który zmuszał go do zwymiotowania.
Levy uklękła obok ciała, prawie wchodząc w kałużę szkarłatnej cieczy. Wskazała na mokre miejsce wśród odłamków szkła.
- Było tu coś rozlane. Reedus w nocy musiał się poślizgnąć i… no. Tak to się skończyło – oznajmiła, wciąż się przyglądając.
Lissana zacisnęła usta w cienką linię. Jej nogi drżały, a oddech był nierówny. Nie mogła zrozumieć, dlaczego niższa dziewczyna jest w stanie tak spokojnie przyglądać się ciału martwej osoby. To nie było dla niej normalne. To nie powinno być normalne dla kogoś, kto nigdy czegoś takiego nie widział. Zignorowała to jednak i wciąż nie rozumiejąc powiedziała:
- Przecież Reedus wyszedł z gildii, bo chciał coś rysować. Powiedział, że nie wróci na jakiś czas. Gildia była zamknięta i… jak on miał niby tu wejść?!
- Zakradł się tu w nocy, aby ukraść to… - dziewczyna sięgnęła do kieszeni jego płaszcza, wyjmując zakrwawiony na uchwycie klucz od gildyjnego sejfu. Natsu i Lisanna drgnęli, obserwując poczynania przyjaciółki. Nie mogli uwierzyć, że sympatyczny Jonah mógł być złodziejem. Zawsze był szczery, nie oszukiwał. Może nie był najodważniejszy, bo zdarzyły się mu wpadki, jak zostawienie przyjaciół w potrzebie, ale mimo wszystko to był Reedus! On nie mógłby…
- On tego nie zrobił – stwierdził Natsu, kiedy Levy zdecydowała się wyprostować. Niebieskowłosa spojrzała na niego nieprzychylnym wzrokiem.
- Więc jak to inaczej wytłumaczysz? – warknęła. – Wykorzystał okazje, że wszyscy są zajęci śmiercią Lucy i zakradł się tu w nocy, aby ukraść klucz do sejfu, z którego zapewne potem by korzystał. Niestety, poślizgnął się przez wodę, która naleciała przez rozbite okno i nabił się głową na odłamek szyby.
- To nieprawda! – zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł uwierzyć, że Levy tak łatwo uwierzyła w coś takiego. Wystarczyło zwykłe zaufanie do przyjaciela, a od razu znalazła by niepasujące elementy. – Twoje wytłumaczenie nie wyjaśnia jego rany na brzuchu, po za tym klucz który trzymasz jest zakrwawiony.
- Bo wcale nie wyciągnęłam go z kieszeni martwego człowieka – rzuciła sarkastycznie.
- Tak, ale on umarł dopiero kiedy go schował do kiszeni.
Dziewczyna nagle drgnęła, a jej ciało zalał zimny pot. Jak mogła o tym nie pomyśleć?
Natsu westchnął odwracając wzrok.
- Myślałem, że walczymy z jakąś bestią…
W tym momencie i Lisanna się pobudziła.
- Co masz na myśli?
- Musiał to zrobić jakiś człowiek. Reedus powiadomił, że go jakiś czas nie będzie. Ktoś go jednak zabił i chciał, aby wszyscy się o tym dowiedzieli, więc w nocy przyniósł jego ciało do budynku – Dragneel przełknął ślinę. Mówiąc to wszyscy, czuł się jakoś dziwnie nieswojo. Kolana mu drżały za każdym razem, gdy kątem oka spoglądał na martwe ciało przyjaciela, o którym właśnie teraz mówił. To było okropne uczucie.
- Więc po co został pokazany w ten sposób, jakby był złodziejem? – zapytała cicho Levy, upuszczając na ziemię ubrudzony krwią klucz.
- Abyśmy przestali sobie ufać. Im mniej zaufania do towarzyszy, tym mniej grup. Więcej łatwych celi, takich jak Reedus.
Levy oblizała spierzchnięte usta, a następnie zmarszczyła brwi, dokładnie przyglądając się Dragneelowi. Poczuła jak włosy na całym ciele stają jej dęba.
- Nieźle to wymyśliłeś… - zaczęła. – Zupełnie, jakbyś sam to wcześniej planował.
Serce niemal wyskoczyło jej z piersi, gdy dostrzegła iskrzące wręcz z wściekłości dzikie oczy chłopaka. Czuła się, jakby igrała z ogniem. Naprawdę przez jakiś czas chciała wierzyć, że to nie on, ale powoli zaczynała się bać coraz bardziej i właściwie każdy wydawał jej się podejrzany. Kiedy Natsu otworzył usta by coś powiedzieć, ze strachu zacięła mocno powieki.
Jednak głos, który się odezwał, wcale nie należał do chłopaka:
- Skończ już z tym Levy! To nie mógł być on! Przecież winny musiał słyszeć wiadomość Reedusa, a Natsu wtedy wrócił do domu. No i po za tym… Natsu nie jest taki, żeby zabijać swoich przyjaciół! Wierzę w niego… i… - głos coraz bardziej jej się załamywał, a w oczach stanęły łzy. Oczekując na jakieś pocieszenie ze strony chłopaka, marnowała tylko czas, ponieważ ten wyglądał przez moment jak całkowicie oderwany od rzeczywistości.
Nastał moment długiej, niezręcznej ciszy. Przerwała go Levy, głośno upadając na drżące kolana.
- To jest bez sensu! Ja się boje! Najpierw Lu-chan, a teraz Reedus! Ten ktoś jest bez serca! – wrzasnęła, a po jej policzkach spłynęły łzy. Całe jej drobne ciało zaczęło się trząść. Wyglądała, jakby miała się rozpaść na małe kawałeczki, chociaż wewnątrz, już się tak pewnie stało.
Natsu oparł się o jedna z wolnych ścian, obserwując dwie pogrążone w całkowitej rozpaczy dziewczyny. Westchnął ciężko, starając się ustać na wątłych nogach. Spojrzał w okno, jakby to miało mu w czymś pomóc.
- Niestety, ale mimo wszystko komuś się udało nie tylko bezkarnie zabić, ale i sprawić byśmy stracili do siebie zaufanie. Wyobraźcie sobie teraz, co się stanie, jeśli się reszta dowie, że to był prawdopodobnie ktoś z gildii.


Okej, szczerze to nie spodziewałam się takiego dobrego przyjęcia opowiadania. Czekałam bardziej na jakiś wielki hejt i najazd na chatę za zabicie Lucy. No ale skoro się podoba, to bardzo się cieszę (/^▽^)/